Rafał Sonik: Ogromną satysfakcję sprawia mi to, że pomagając, poprawiam innym ludziom choćby małe fragmenty ich rzeczywistości

 

Decydując się na udział w kampanii „Kocham. Szanuję”, uznałem, że chcę walczyć z przemocą wobec kobiet, wykorzystując jedną z najważniejszych cech mojego wizerunku, czyli wiarygodność. Liczę na to, że ta wiarygodność, na którą przecież przez lata pracowałem, chociaż trochę przyczyni się do zwiększenia skuteczności akcji, której temat uważam za bardzo ważny.

Jedni mówią, że jesteś sportowcem, inni, że przedsiębiorcą. A dziś występujesz w roli społecznika. Pytanie więc, jak Cię przedstawiać? 

 

(śmiech) Odpowiem na historycznym przykładzie.

 

Słucham.

W średniowieczu rewolucją w rolnictwie była tzw. trójpolówka. Ta metoda, jak się potem okazało, korzystnie wpływała nie tylko na ilość i jakość plonów, ale też sprawiała, że gleba stawała się bardziej żyzna. Trójpolówka stała się perpetuum mobile ówczesnego rolnictwa, które nie znając nowoczesnych nawozów i sprzętów, musiało się możliwie maksymalnie opierać na prawach i siłach natury. I na ich rozumieniu. Myślę, że u mnie jest dokładnie tak samo. Jestem jednocześnie sportowcem, przedsiębiorcą i społecznikiem, i to jest zupełnie atawistyczne.

 

A kim zostałeś najpierw?

 

Przedsiębiorcą, i to w bardzo młodym wieku, ale to był zupełny przypadek, czy jak kto woli – kolej losu albo zbieg okoliczności. Bo jak się ma czternaście czy piętnaście lat, jak ja wtedy, myśli się raczej o tym, żeby mieć fajne narty czy rakietę tenisową, w której nie zrywa się naciąg i którą można grać spokojnie, albo deskę windsurfingową, która w tamtych czasach była kompletnym luksusem, a nie o biznesie.

Tyle że ta moja działalność miała źródło w sportowej pasji. A kiedy zaczyna się od pasji, to – gdy zarobi się już na tyle dużo pieniędzy, że nie trzeba pracować 24/7 – te pasje wracają. I tak do mnie wróciły pasje sportowe.

 

Stęskniłeś się za aktywnością fizyczną?

W grę wchodziły też proste, ludzkie powody. Miałem już wtedy ponad 30 lat, urósł mi mały brzuszek, po wielu latach pracy spadła moja sprawność fizyczna, wskutek czego zaczęło mi szwankować poczucie własnej wartości. W kasie było lepiej, ale biegając, zwyczajnie dostawałem zadyszki. Pomyślałem, że to jest właśnie ten czas, w którym warto wrócić do sportu, może nawet wyczynowego. I tak z czasem doszedłem do momentu, w którym sport – jeśli mierzyć to czasem, jaki na niego poświęcałem, i energią, którą wkładałem w treningi – stał się równie ważny, a może nawet ważniejszy niż biznes.


Do kompletu brakuje nam jeszcze działalności społecznej. Kiedy ona się pojawiła w twoim życiu?

 

Bardzo szybko zrodziła się we mnie świadomość, że pomaganie jest przywilejem. W styczniu 1995 roku, pamiętam to jak dziś, siedząc na plaży jednej z wysp karaibskich, czytałem książkę pewnego hinduskiego filozofa. Bardzo ciekawie pisał o tym, co to znaczy filozofia równowagi. I utkwiło mi w pamięci to, że człowiek nie ma szans na szczęście wtedy, gdy jego obszary życiowe są w istotnej nierównowadze – nadrozwoju lub niedorozwoju. Natomiast jeżeli znajdzie się balans pomiędzy różnymi obszarami życia, wtedy szanse na szczęście są największe.

 

Świadomość tego, co te słowa oznaczają, dojrzewała we mnie przez kilka lat. I choć już wtedy robiłem różne projekty społeczne, takie jak na przykład współpraca z „Siemachą”, dopiero jakiś czas później zacząłem je robić w pełni świadomie. Wtedy też zacząłem odczuwać, jak ogromną satysfakcję sprawia mi to, że pomagając, poprawiam innym ludziom choćby małe fragmenty ich rzeczywistości. Wiedziałem przecież, że przez to rosną ich nadzieje na to, co będą mogli osiągnąć w przyszłości.
Ludzi z mojego pokolenia, urodzonych i dorastających w czasach, w których wszyscy mieli wszystkiego po równo, czyli nic, łączy jedna rzecz. Dla nas po prostu oczywistą rzeczą jest to, jak ważne jest wzbudzenie w kimś, kto nie ma nic, poczucia, że jednak w tym życiu może coś zdobyć, że ma szansę.

 

Komu i jak pomagasz?

 

Łatwiej będzie chyba powiedzieć, kiedy pomocy odmawiam.

 

Poproszę.

 

Odmawiam wtedy, i tylko wtedy, kiedy kierowana do mnie prośba jest nieuczciwa.  Albo kiedy ktoś, przychodząc do mnie, idzie na łatwiznę.

 

To się często zdarza?

 

Dwa, trzy razy w tygodniu.

 

Po czym tę nieuczciwość poznajesz?

 

Wystarczy krótka wymiana SMS-ów. Bo ja, to trzeba wyjaśnić, posługuję się tylko SMS-ami lub MMS-ami. Jeśli ktoś czegoś ode mnie potrzebuje, pisze. Odpisuję zawsze, czasem dając już na początku jakąś poradę. Na tę poradę ludzie reagują na jeden z dwóch sposobów – albo wywołuje ona refleksję u strony potrzebującej, w konsekwencji odpowiedź i dalej dialog zwieńczony tą czy inną formą pomocy, albo pojawia się pewne rozczarowanie, bo ktoś nie zadaje sobie nawet trudu, by poprawnie odczytać treść tej mojej porady. Ten drugi przypadek właśnie nazywam pójściem na łatwiznę.

 

Z mojego wieloletniego doświadczenia w pracy z ludźmi wynika jasno – środki materialne są co najwyżej pewnym elementem procesu zmiany na lepsze. Nigdy tej zmiany nie załatwiają. Bo żeby zmiana na lepsze była trwała, musi zapoczątkowywać ją i towarzyszyć jej zmiana w naszej głowie – zmiana postępowania, podejścia, rozumienia. Zmiana jest jedynym sposobem na to, żeby osiągnąć jakikolwiek postęp. Naprawdę tylko czasem trzeba ją poprzeć kapitałem.

A z przemocą się kiedyś zetknąłeś? Taką, której dotyczy akcja „Kocham. Szanuję”?

 

Owszem. I decydując się na udział w kampanii, uznałem, że chcę z nią walczyć, wykorzystując jedną z najważniejszych cech mojego wizerunku, czyli wiarygodność. Nie mógłbym o tym powiedzieć, gdyby nie to, że w zeszłym roku agencja MediaCom bardzo nowoczesną metodą wykonała badania kilkudziesięciu faktorów prawie 300 rozpoznawalnych osób w Polsce. Ja byłem jedną z tych 300 osób. Okazało się, że spośród wszystkich przebadanych faktorów najmocniejszą cechą mojego wizerunku jest wiarygodność. Dziś liczę na to, że ta wiarygodność, na którą przecież przez lata pracowałem, przysłuży się kobietom, które padają ofiarą przemocy domowej. Że chociaż trochę przyczyni się do zwiększenia skuteczności akcji „Kocham. Szanuję”, której temat uważam za bardzo ważny.

Audio: